00:23

BUNTOWINICZKA Z PUSTYNI - ALWYN HAMILTON

BUNTOWINICZKA Z PUSTYNI - ALWYN HAMILTON

“Tell me that and we’ll go. Right now. Save ourselves and leave this place to burn. Tell me that’s how you want your story to go and we’ll write it straight across the sand.”





TYTUŁ : BUNTOWNICZKA Z PUSTYNI
AUTOR: ALWYN HAMILTON
CYKL : BUNTOWNICZKA Z PUSTYNI (TOM 1)


"Buntowniczka z pustyni" to tytuł, który szturmem zdobył bookstagram, ja sama skusiłam się na tę książkę jeszcze przed polską premierą. Na goodreads zbierała wtedy bardzo zróżnicowane oceny, więc postanowiłam sprawić o co tyle szumu. Czy książka o "wybuchowej jak proch strzelniczy" Amani, to rzeczywiście taka wyjątkowa lektura, a może jedynie piękna okładka? 

“The world makes things for each place. Fish for the sea, Rocs for the mountain skies, and girls with sun in their skin and perfect aim for a desert that doesn't let weakness live.” 

FABUŁA:

      Alwyn Hamilton zabiera nas na piaski pustyni do miejsca zwanego Dustwalk, gdzie mieszka nasza główna bohaterka Amani. Życie w Duskwalk dalekie jest jednak od sielanki, kręci się ono wokół nieludzkiej pracy do świtu do nocy, lud uciskany jest przez tyrana rządzącego krajem i jego popleczników, a młoda dziewczyna ma zostać żoną... własnego wujka. Bo w sumie co za różnica skoro i tak mieszkają już pod jednym dachem i musi ją żywić?  Mała rada Amani -uciekaj dziewczyno i to jak najszybciej!

"Pragnę wydostać się z tego miasta. Pragnę tego tak, jak pragnę oddychać"

Ciężko nie kibicować Amani w jej pomyśle, sama uciekałabym, gdzie pieprz rośnie.  Dziewczyna obmyśla plan, który nie końca idzie po jej myśli, bo krzyżuje go - jakby inaczej- przystojny nieznajomy. W między czasie na pustyni rodzi się rebelia, ludzie maja dość okrutnych rządów sułtana, a wieści głoszą, że książę Ahmed prawowity następca tronu szykuje się ,aby stawić czoło rządom ojca. Za to Amani musi zająć się swoją rebelią, chcąc odzyskać władzę nad własnym życiem pakuje się w nie lada tarapaty, za swoje nieposłuszeństwo ma zostać stracona, ale pomaga jej - jakby inaczej- przystojny nieznajomy ;)  I tu zaczyna się przygoda. Przygoda, która mknie przez piaski pustyni, odkrywając na nowo jej prastarą magię. Dzikie piaskowe rumaki, dżinów i proch strzelniczy. Właśnie tak, nie pomyliłam się, bo "Buntowniczka z pustyni" to jak sama autorka przyznaje, połączenie inspiracji bliskowschodnimi legendami i ... westernowym dzikim zachodem. I choć trzeba przyznać, że w dobie dość modnych retellingów i inspiracji bliskim wschodem wśród literatury YA ("Zakazane życzenie", "Gniew i świt") takie połączenie wydaje się być dość oryginalne, w moim odczuciu niestety zadziałało na niekorzyść.



BOHATEROWIE:

“But if knowledge was power, then the unknown was the greatest weakness of immortal things.” 

Amani - ma wszystkie cechy rasowej bohaterki literatury YA, jej aktualne życie to pasmo nieszczęść, ma cięty język i talent do pakowania się w kłopoty. W dodatku świetnie radzi sobie z bronią, chociaż to chyba za mało powiedziane- ta dziewczyna to z pewnością jeden z najlepszych rewolwerowców na pustni. Kryje w sobie też niezwykła tajemnicę i moc o której nie ma pojęcia. Czy mnie przekonała? Sama nie wiem, chwilami naprawdę ją lubiłam, ale na litość boską ta dziewczyna 3 razy zostawiała różnych bohaterów na pewną śmierć. Rozumiem, że chciała uciec, że musiała troszczyć się o siebie, ale kto obiecuję, że po kogoś wróci skoro później sam decyduję, aby nie dotrzymać słowa? To chyba najbardziej mnie w niej irytowało, lubię kiedy bohaterzy są wielowymiarowi, ale zostawianie przyjaciela w potrzebie ? 

Jin - tu ubolewam, że było to zbyt mało. Jego historie wydawały mi się dużo bardziej ciekawe niż ich aktualne przygody. Szkoda, że nie poznaliśmy go lepiej, bo miał spory potencjał.

Co do reszty bohaterów, to no cóż, nie przywiązałam się do nich za bardzo. Akcja mknęła niczym piaskowy Buraqi, w pewnym momencie poznałam masę bohaterów, ale bardzo powierzchownie. Zbyt powierzchownie. Nie zdążyłam przywiązać się do żadnego z nich, a kilku miało potencjał, choć doszukałam się braku logiki w ich niektórych zachowaniach. Nawet podczas sceny, kiedy jednemu z bohaterów dzieje się krzywda, ja która zupełnie nielogicznie przywiązuje się do bohaterów i rozpaczam nad ich bólem, tu zwyczajnie zrobiłam "Meh, no szkoda" i tyle. Tak bardzo byli mi obojętni.

                                              ŚWIAT WYKREOWANY:

Oryginalność świata Alwyn Hamilton polega na hybrydzie dzikiego zachodu z mitycznym bliskim wschodem, i do mnie osobiście ta wersja nie trafiła. Choć jestem zakochana w "Baśniach 1001 nocy" to zupełnie szczerze za westernami nigdy specjalnie nie przepadałam i to w jakimś stopniu popsuło mi zabawę.
Podobały mi się pustynne rumaki, podobały mi się legendy o dżinach - ich mocach i słabościach, ale zestawienie ich z rewolwerami i bombami trochę mnie nie przekonało.
Rozumiem, że może się to podobać, jednak mnie ani nie zaciekawiło ani nie porwało.


KSIĄŻKĘ POLECAM JEŚLI:

+ lubisz literaturę YA 
+uważasz, że połączenie baśni 1001 nocy z westernami to coś dla Ciebie
+-lubisz kiedy w książce cały czas coś się dzieje

KSIĄŻKI NIE POLECAM JEŚLI:

- przeczytałeś już dużo YA i szukasz czegoś oryginalnego
- nie przepadasz za westernami i baśniami



OCENA:
 ✩ ✩ ✯      
6,5/10

OCENA KSIĄŻKOWEJ SROKI:




Okładka jest przepiękna. Tu zgodzę się w 100%, mam angielską wersję i jestem w niej zakochana, Polska również wygląda obłędnie, będzie pięknie wyglądać w kolekcji każdej okładkowej sroki:) 



PODSUMOWANIE:


Nie zrozumcie mnie źle "Buntowniczka z pustynni" nie jest książką złą, bawiłam się przy niej całkiem przyzwoicie. Nie jest to jednak nic, aż tak wyjątkowego czy porywającego. Fani literatury YA nie powinni być zawiedzeni, przygoda którą przeżyłam wraz z Amani była ciekawa, a momentami naprawdę wciągająca. Jednak czasem bardzo się nudziłam, akcja gnała do przodu, a ja nie potrafiłam się w nią zaangażować. Teoretycznie ta książka miała wszystko w czym mogłabym się zakochać- opis aż krzyczał, że to coś dla mnie- w praktyce była po prostu dobrą przygodówką, jednak nie do końca rozumiem zachwyty nad nią. Ja oczekiwałam czegoś ekscytującego, legend, walk, rebelii, mitycznych potworów i bohaterów budzących moją miłość bądź nienawiść- i tu srogo się rozczarowałam. Ani ich nie pokochałam, ani nie spotkałam ciekawych złych postaci. Sama nie wiem czy skuszę się na drugi tom. Może moja opinia jest taka, a nie inna bo, wcześniejszą lekturą był "Z mgły zrodzony", gdzie bohaterów kochałam i uwielbiałam, a rebelia poruszyła moje serce i porwała całkowicie w wir wydarzeń. Po takich książkach inne mogą wypadać przeciętnie ;)

A jak jest z Wami? Czy to tylko ja nie rozumiem fenomenu "Buntowniczki z pustyni"? Co Wam podobało się w tej książce? Często zdarza się, że sięgacie po jakiś tytuł bo, jesteście nim bombardowani z każdej strony i chcecie sprawić o co tyle szumu? I czy któreś z tych książek was zawiodły?


Alámenë,




Bestia

09:37

IMPERIUM BURZ - SARAH J. MAAS

IMPERIUM BURZ - SARAH J. MAAS
"And tell him… tell him thank you - for walking that dark path with me back to the light"




TYTYŁ: IMPERIUM BURZ

AUTOR : SARAH J. MAAS

CYKL: SZKLANY TRON (tom 5)



Czy można kogoś jednocześnie kochać i nienawidzić ? Takie pytania bez końca mogą rodzić się w głowach fanów Sarah J. Maas. Ta nieznającą litości kobieta znów zwiodła mnie nieco dłużącym się początkiem, (o ja naiwna!) tylko po to to, żeby po 800 stronach pozostawić całą we łzach i emocjonalnie rozbitą .  Ogromnie cieszy mnie jak rozwija się autorka, to jaką drogę pokonała od pierwszego tomu "Szklanego tronu" poprzez Dwory (które jak wiecie kocham ponad wszystko #nightcourt), Sarah J Maas pisze coraz lepiej, a to wielka radość dla czytelnika. Już nie mogę doczekać się czym znów zaskoczy nas w kolejnych tomach jej serii. Po raz 5 już zapraszam Was do Prythianu, gdzie pewna pyskata królowa próbuje pozyskać sprzymierzeńców do walki z niebezpiecznym i nie znającym litości przeciwnikiem. 


"Ten świat zostanie ocalony i przebudowany przez marzycieli."


FABUŁA:


Aelin żyje, wspólnie z jej nowym dworem udało im się wyzwolić Rifhold spod władzy Erawana, podąża więc do Terassenu, swojego upragnionego i wytęsknionego królestwa. Gdzie ludzie od lat czekają na nią, pragną przyjąć jako swoją prawowitą królową i ramię w ramię pomóc jej w walce o wolność Erilea'y. Coś Wam tu nie pasuje? Oczywiście, że tak! Chyba nie uwierzyliście, że S.J. Maas da naszej bohaterce zdobyć coś w tak łatwy sposób. Aelin owszem trafia do Terassenu, gdzie dowiaduje się iż żaden z lordów, którzy wspierali jej ojca, a później wuja wcale nie kwapi się, aby posadzić jej ognisty tyłek na tronie. Niedoszła królowa może liczyć jedynie na swój skromny w liczbie, acz potężny w walce dwór i własny niewątpliwie ogromny spryt. 
Całe szczęście Dorian jest bezpieczny jako nowy król Adarlanu.  Znów uwierzyliście? Nic z tych rzeczy - drobna rada- nigdy nie ufajcie Sarze J Maas! Aby nie zdradzić Wam zbyt wiele z fabuły napiszę jedynie, że młodemu królowi, również przyjdzie po raz kolejny walczyć o wolność swojego kraju.
Ta część  to przygody przy pozyskiwaniu nowych popleczników, epickie walki na morzu i  odkrywanie tajemnic przeszłości. Czy Dorianowi uda się opanować swoją magię? Czy Elide odnajdzie królową, aby przekazać jej klucz Wyrda? I czy Aelin w końcu pozna swoje przeznaczenie? Na te wszystkie pytania odnajdziecie odpowiedź w "Imperium Burz"



BOHATEROWIE:

Kobiece bohaterki kompletnie wymiatają. Mówicie co chcecie, ale zupełnie serio- jedna swoją mocną mogłaby zmieść z mapy pół kontynentu, druga ma pod swoim dowództwem 13 żelaznozębnych wiedźm, trzecia może przybrać kształt  każdego wybranego przez nią stworzenia, a czwarta... o czwartej wspomnę nieco później- bo , co jak co, ale Elide zdobyła moje serce swoim hartem ducha. 


Aelin- chyba z każdą książką lubię ją coraz bardziej. O ile w "Szklanym tronie" miałam ją za rozkapryszone emo, tak teraz bardzo  podoba mi się strona w którą rozwinęła się ta postać. Jej zadziorny charakter już nie jest irytującą wadą, a wręcz przeciwnie fakt że nie owija w bawełnę, a jej propozycje współpracy są hmm co tu dużo mówić dość bezpośrednie, i konkretne, sprawia iż wierzę, że zniszczona ciemnością  i walką Erilea potrzebuje właśnie takiej - nie znającej kompromisów władczyni.
Wreszcie po latach tułaczki i cierpień otrzymuje coś, przez co nasze serca rosną, o co tyle błagaliśmy Malę, Deannę i wszystkich innych Bogów (chociaż nie łudźcie się- i pamiętajcie o moim ostrzeżeniu;) 

Rowan- tu mam trochę problem. Tak, oczywiście, że czekałam aż ich miłość w końcu zapłonie ogniem, wiatrem i mrozem, i rozniesie cały świat (bądź jakąś plażę ;)) ale czy tylko mi ciężko go sobie wyobrazić zakochanego? Z jednej strony kibicuje im z całego serca, z drugiej strony tak bardzo pasowała mi jego bezwzględna i bezlitosna wersja.  Podoba mi się jak walczy o ich miłość, tylko ciężko przyzwyczaić się do tego, że jest szczęśliwy. Radosny Rowan?  Jeszcze nie do końca mnie przekonał.


"We like to call it 'territorial male nonsense'. Or 'territorial Fae bastard' works just as nicely."


Fae - Tu jak zwykle S.J Maas nie zawodzi. Do wyboru do koloru, a wszyscy piękni, potężnie zbudowani, i każdy z jakąś super mocą. Czy to nie jest już nudne? Całkiem przyjemnie się to czyta i wyobraża, ale fakt, że każdy z mężczyzn grający jakąś rolę w tym tomie jest tak idealny (przynajmniej zewnętrznie) bywa już mało oryginalny. Tam nie ma żadnego brzydala, nie żeby jakoś specjalnie mi to przeszkadzało, ale trochę odmiany nadałoby realizmu całej historii. Mamy okazję poznać lepiej ojca Aediona, obserwować wewnętrzną przemianę Fenrysa, i możemy liczyć na bliższe spotkanie z mroczną magią Lorcana.

Elide i Lorcan - pojawienie się przygód mądrej Elide i mrocznego Lorcana świetnie uzupełniło historię i wprowadziło do niej świeżość . Lubiłam obserwować  jak się uzupełniają i dzięki sobie nawzajem stają się lepszymi wersjami samych siebie. Z chęcią przeczytam o ich dalszych losach.

Czuję za to niedosyt jeśli chodzi o Manon i Doriana. I mam tu na myśli każdą z tych postaci z osobna. Chcę poznać lepiej historię wiedź Crochan, chce więcej Manon! Niby jest jedną z głównych postaci, a wszystko kręci się wokół Aelin, a tę znamy już kilka lat, za to Manon jest tą postacią, która budzi we mnie znacznie więcej emocji. Tych negatywnych i tych pozytywnych i to czyni ją szalenie ciekawą. Bardzo ubolewam, że wątek białowłosej wiedźmy i jej trzynastki został tak uproszczony.

No i Dorian, co się z nim działo w tej książce? Mamy króla, i dwie królowe, czy nie byłoby lepiej gdyby tworzyli zespół w którym każdy jest równy?  Rozumiem, że Aelin jest główną bohaterką, ale Dorian towarzyszył nam równie długo co ona, i również jest władcą. Mamy młodego bohatera, który przeszedł prawdziwe tortuty. Jego magia pomału rozwijała się 4 tomy, tylko po to żeby nagle nie wiadomo kiedy nauczył się nią posługiwać jak sam Voldemort. Kiedy?! W jednej chwili Rowan próbuje go uczyć, a w drugiej sam Dorian już jest ice masterem. Nie wiem, czy ja coś przeoczyłam, ale kto i kiedy go tego nauczył? On sam? W takim razie czemu nie nauczył się wcześniej? Brakowało mi tego, i samego Doriana, było go mało, a przecież dla każdego fana serii to stary przyjaciel, z którym już tyle przeszliśmy. 

Może, gdyby wyciąć nieco  pyskowania  i czasem nieco dziwnych flirtów (np. w ogniu walki) królowej o ognistym sercu, a dodać więcej naszego lodowego króla i wiedźmiej królowej historia mogłaby na tym zyskać. 



KSIĄŻKĘ POLECAM JEŚLI:
+lubisz fantasy w wersji YA - to jedna z lepszy serii w tej kategorii
+masz ochotę poznać bliżej, kilku nieziemsko przystojny Fae
+lubisz kiedy książka poniewiera Cię emocjonalnie

KSIĄŻKI NIE POLECAM JEŚLI:
-nie lubisz fantasy
-nie przepadasz za irytującymi i pyskatymi bohaterkami
-nie chcesz znienawidzić autorki na koniec książki






OCENA:
          
8/10




OCENA KSIĄŻKOWEJ SROKI:

Seria w całości prezentuję się całkiem ładnie, nieskomplikowane białe okładki to coś co trafia w mój gust. Jednak czy Aelin nie ma czasem złotych, a nie białych włosów? Ta postać z okładki trochę mi nie pasuje :)




PODSUMOWANIE:


Oczywiście, że polecam! Mimo moich narzekań w niektórych kwestiach (nie oszukujmy się po prostu chciałam więcej niż dostałam na 800 stronach ;)) to była niesamowita i niezapomniana przygoda. Zdobywanie sojuszników z Aelin i jej dworem, walki na morzu, popisy umiejętności bohaterów- rewelacja. Od mniej więcej 50 strony książka porwała mnie do Prythianu, w wir intryg, przygód, tajemnic, mrocznych mocy i ogromnych namiętności. Poświęceń w imię miłości, przyjaźni i wolności.

I tak końcówka... złamała mi serce. 

"Remember who you are. Every step of the way down, and every step of the way back. Remember who you are. And that you're mine."

A Wam jak przypadł do gustu "Imperium Burz" ? Czekacie już na kolejne tomy? 
Mam ochotę napisać notkę o bogach w serii "Szklany Tron" - i czym byli inspirowani, co o tym myślicie?





Alámenë,



Bestia

21:56

Z MGŁY ZRODZONY - BRANDON SANDERSON

Z MGŁY ZRODZONY - BRANDON SANDERSON

"Jedynym powodem, aby być służalczym wobec możnych, jest nadzieja, że nauczysz się kiedyś, jak im odebrać to, co mają."



TYTUŁ : Z MGŁY ZRODZONY
AUTOR: BRANDON SANDERSON
CYKL : OSTATNIE IMPERIUM (TOM 1)


Jedna z lepszych książek  fantasy i jedna z najlepszych książek, które czytałam w tym roku. Jestem zachwycona, oczarowana i zakochana. Zapraszam Was do genialnego świata stworzonego przez Brandona Sandersona.



FABUŁA:

      Zarys fabuły nie wydaje się niczym oryginalnym w literaturze fantasy. Ba! Po przeczytaniu opisu pomyślałam - ech to już było. Nie dajcie się zwieść, ta książka Was zaskoczy. 
Brandon Sanderson zabiera nas na ulice Luthadel - stolicy Ostatniego Imperium. Miejsce w którym nie kwitną kwiaty, gdzie niebo jest czerwone i oprócz deszczu i śniegu w dzień zasłania je popiół. Miejsce tak klimatyczne w swojej przygnębiającej szarości, że wydaje nam się iż nocne mgły skradają się wokół nas, a upiory szepczą nam do ucha.

Mamy Ostatniego Imperatora - tyrana, który od tysiąca lat rządzi tą mało urodziwą krainą.

"Jestem Bogiem. Boga nie można zabić. Boga nie można obalić. Wasza rebelia… Myślałaś, że już takich nie widziałem? Myślisz, że sam nie zniszczyłem wielu armii? Czego trzeba, żebyście przestali wątpić? Przez ile stuleci muszę udowadniać, kim jestem, zanim wy, idioci skaa, zobaczycie prawdę? Ilu was muszę zabić?

Musicie przyznać, że czarująca z niego postać ;) 


Władca Ostatniego Imperium to jednak postać o wiele bardziej złożona. Uważana za nieśmiertelną i boską w oczach swojego ludu, który służy mu głównie ze strachu. Przed tysiącem lat uratował świat przed bliżej nieznanym złem w postać Głębi. To kolejny wątek, który zapewne doczeka się szerszego wyjaśnienia w kolejnych tomach. 
Mamy też lud dzielący się na trzy grupy: obligatorów należących do Stalowego Zakonu, ich głównym zadaniem jest egzekwowanie prawa w Ostatnim Imperium.  Przy okazji to bardzo urocze stworzenia, zamiast oczów posiadające wbite w czaszkę stalowe kolce. 
Druga grupa to arystokracja. 

"Ostatni Imperator jest znacznie pobłażliwszy wobec szlachty niż wobec skaa. Postrzega ich jako dzieci swoich dawno nieżyjących przyjaciół i sojuszników, tych samych, którzy podobno pomogli mu pokonać Głębię. Od czasu do czasu wybacza takie przewinienia jak czytanie niepewnych tekstów czy wybijanie członków rodziny."

I na samym końcu najniżej w społecznej hierarchi Ostaniego Imperium jest najliczniejsza grupa skaa
Skaa to w większej części niewolnicy, pracujący nieludzko na plantacjach i w kopalniach należących do arystokracji.  
Tak do końca nie jestem pewna jaka jest  geneza różnicy pomiędzy skaa, a arystokracją. Owszem wiele różnic fizycznych czy kulturowych jest opisanych, jednak nie znamy w całości przyczyn takiego podziału, co jednak tylko wzmacnia moją ciekawość przed kolejnymi tomami.

Tak więc mamy kraj który wyglądem przypomina zgliszcza, mamy tyrana na tronie, arystokrację której głównym zadaniem jest wydawanie balów i wykorzystywanie skaa w każdy najpodlejszy sposób, i mamy zniewolony lud skaa. Lud, który stracił już wszelką nadzieję na lepsze jutro. Do czasu... 
Aż z Czeluści Hatsin, karnej kopalni, gdzie trafiają skazani za przestępstwa przeciw Ostatniemu Imperatorowi zbiega pół- skaa z ciałem i sercem pełnym blizn, oraz z planem jak obalić Ostatnie Imperium i przywrócić wolność i nadzieję.

BOHATEROWIE:



"– Zapomniałem o czymś?
– No cóż. Skoro już wymieniasz problemy, jakie mamy pokonać, powinieneś jeszcze dopisać, że wszyscy jesteśmy porządnie stuknięci… choć trudno nam będzie coś na to zaradzić.
– „Niewłaściwa postawa Yedena: Prawdę mówiąc, to wszystko nie wygląda tak strasznie, co?"


Mam dreszcze jak o nich myślę. Zupełnie, serio mam dreszcze! Nie pamiętam, kiedy aż tak przywiązałam się do bohaterów, aż tak ich pokochałam, aż tak im kibicowałam. Brandon Sanderson daje nam na to prawie 700 stron, ale mam poczucie, że wykorzystał je po mistrzowsku. Rozumiałam ich motywacje, lubiłam różnorodność charakterów całej szajki Kelsiera. Pod koniec drżałam o ich życie i płakałam razem z nimi. Och co to była za rebelia!

"– Nie jestem pewien dlaczego. Ale… czy przestajesz kogoś kochać tylko dlatego, że cię zdradził? Nie sądzę. Właśnie dlatego zdrada tak mocno boli – ból, frustracja, gniew… A ja mimo to kochałem ją. I kocham nadal.
– Jak to? Jak możesz?! I jak możesz teraz ufać ludziom? Nie wyciągnąłeś żadnych wniosków z tego, co ci zrobiła?
– Myślę… myślę, że gdybym miał wybór: kochać Mare, nawet pomimo zdrady, a wcale jej nie poznać, chyba wybrałbym miłość. Zaryzykowałem i przegrałem, ale ryzyko było tego warte. Tak samo jest z moimi przyjaciółmi. Podejrzliwość to zdrowa cecha naszego zawodu – ale tylko do pewnych granic. Wolałbym ufać moim ludziom, niż zastanawiać się nad tym, co by się stało, gdyby zwrócili się przeciwko mnie.
– To brzmi głupio.
– A czy szczęście jest głupie?"



Kelsier - ocalały z Hatsin,  zrodzony z mgły pół- skaa,  który przynosi nadzieję ludowi skaa, kiedy ten już zgasił ją w swoich zniewolonych sercach. Całą powieść obserwujemy go w roli mentora, przywódcy rebelii, kochającego męża i przyjaciela. Jestem święcie przekonana, że sama stanęłabym na czele walki z Imperatorem , gdyby tylko Kelsier mnie poprosił. Cudownie charyzmatyczna postać, zmagająca się z duchami przeszłości, ale z tak wielką wiarą, siłą i nadzieją, którą przekazywał swoimi poplecznikom, że pokochałam Kelsiera i z całego serca wierzyłam w jego zupełnie szalony acz w równym stopniu genialny plan. Jego miłość do Mare, przypomniała mi dlaczego kochamy. 

"Nie zapominaj o popiele, tylko dlatego, że nosisz jedwabie."

Vin - zrodzona z mgły złodziejka z ulic Luthadel to również główna bohaterka książki. Kojarzycie takie postacie w książkach:  młode dziewczyny, które doznały wiele cierpienia w przeszłości, są biedne, ale musiały nauczyć się radzić sobie jak żyć na ulicy, i oczywiście totalnie w tym wymiatają. Zdarza mi się czytać dużo literatury fantasy oraz YA i mogłabym wymienić co najmniej kilka takich bohaterek. Mam z nimi często jeden problem, wydają mi się mało realne. Często mam wrażenie, że autorzy za bardzo chcą, żeby nastoletnia bohaterka przeżyła całe mnóstwo bólu i cierpienia, że dokładają po kilka rzeczy z wachlarzu okropności, lub dają tak młodej dziewczynie tak wymiatające w kosmos umiejętności, że aż przewracam oczami. Z Vin nie ma takiego problemu. Jest tak genialnie autentyczna. Owszem miała ciężkie życie na ulicy, i ma w sobie szczególny dar, ale możemy się z nią w 100% utożsamiać. Razem z nią poznajemy co to zaufanie, przyjaźń i poświęcenie. I to jest tak piękna, urzekająca i mądra przygoda wśród mgieł, w ogniu rebelii i na balach arystokracji, że mogę ją z czystym sumieniem polecić. Rewelacja!

"– Panowie, poznajcie naszego nowego pracodawcę.
– On?
– On.
– Co? Nie umiecie pracować z kimś, kto naprawdę ma jakieś morale?
– Nie o to chodzi mój drogi. Tylko o to, że widzisz… miałem dziwne wrażenie, że to ty nie lubisz pracować z takimi jak my.
– Nie lubię. Jesteście samolubni, niezdyscyplinowani, odwróciliście się plecami do reszty skaa. Ładnie się ubieracie, ale wasze wnętrza są brudne jak popiół.
– O już widzę, że ta robota będzie wspaniała na morale ekipy."



Chciałabym opowiedzieć więcej o bohaterach o całej ekipie Kelsiera, ale po pierwsze nie chce Wam spojlerować bo, to nie lada frajda poznawać te nie banalne charaktery, a po drugie ta notka byłaby zbyt długa i pełna moich zachwytów ;)

ALOMANCJA  i FELUCHEMIA



Czyli o co chodzi z "z mgły zrodzonymi" i co czyni świat Sandersona wyjątkowym i oryginalnym. Jako fan literatury fantasy czytałam już o różnych mocach, ich źródłach i wykorzystaniu, ale przyznaję, że ze "spalaniem metali" - alomancją, jeszcze się nie spotkałam. To właśnie potrafią niektórzy z bohaterów książki zwani "mglistymi" .Co zaskakujące nawet Vin nie jest w stanie wytłumaczyć na czym polega samo "spalanie". Wykorzystują metale, w organizmie i tak np. przez spalanie cyny , wyostrzają się zmysły , a mglisty który to potrafi nazywany jest Cynookim. Spalający mosiądz to Podrzegacz , gdyż za pomocą tego metalu można wpływać na ludzkie uczucia. Podstawowych metali jest osiem, każdy odpowiada za inną cechę. Wyobraźcie sobie więc bandę rebeliantów dysponujących super mocami i już wiecie, że nie będziecie się nudzić. Jaki metal spalała nasza główna bohaterka? I co to takiego feluchemia?  O tym przekonajcie się sami czytając "Z mgły zrodzonego"

KSIĄŻKĘ POLECAM JEŚLI:

+ lubisz fantasy w najlepszym wydaniu
+ lubisz prawie 700 stronicowe tomiszcza przy, których bohaterowie będą dla Ciebie jak rodzina
+ chcesz wziąć udział w rebelii i obalić Ostatniego Imperatora!

KSIĄŻKI NIE POLECAM JEŚLI:

- nie lubisz fantasy
... po tej książce polubisz ;)


OCENA:
9/10

OCENA KSIĄŻKOWEJ SROKI:

Cudo! Nie wiem czy kiedykolwiek zawiodłam się na wydaniu wydawnictwa Mag (czy jest ktoś kto nie kocha "Szóstki Wron" za wygląd?) Ukłony dla Dominika Brońka polskiego artysty, który tak pięknie stworzył ilustracje okładek, w dodatku stawiając wszystkie tomy cyklu obok siebie tworzą kolarz miasta. Coś wspaniałego. 10/10




PODSUMOWANIE


"Z mgły zrodzony" to książka, którą oceniam bardzo wysoko. Ma swoje małe minusy, czasem może nieco nużące opisy bali i zachowań arystokracji, jednak w ogólnym rozrachunku ma to duży wpływ na zrozumienie świata i motywacji. Ja całkowicie przepadłam, moje serce gnało ku rebelii jak szalone, pokochałam bohaterów, ich wiarę, siłę i nadzieję. To książka o niesamowitej sile przyjaźni i zaufaniu, o miłości i niezachwianej wierze nawet wśród morza niepewności. O poświęceniu tak wielkim, że w pewnym momencie czytania pobiegłam obudzić mojego narzeczonego, płacząc mu w ramiona ;) Mamy też całą masę niedokończonych wątków, tajemnic i pytań, ale widząc ile jeszcze dzieł Brandona Sandersona przede mną, mogę tylko sobie pozazdrościć.

"Jeśli zawsze jesteś na czas, to oznacza, że nie masz nic lepszego do roboty."

A wy czytaliście już Sandersona?
Jaka książka fantasy ostatnimi czasy skradła Wasze serca?


Alámenë,


Bestia

22:47

REBEKA - DAPHNE DU MAURIER

REBEKA - DAPHNE DU MAURIER
"Śniło mi się tej nocy, że znowu byłam w Manderley."




AUTOR: Daphne du Maurier


TYTUŁ: Rebeka



Na czym polega wyjątkowości Rebeki, i co sprawiło, że książka natchnęła Alfreda Hitchcocka do stworzenia ekranizacji? Czy powieść grozy napisana w 1938 roku może nadal mrozić krew w żyłach? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w mojej recenzji "Rebeki" pióra Daphne du Maurier.


FABUŁA:

Fabuła wydaje się z pozoru całkiem prosta, młoda kobieta pracująca jako dama do towarzystwa, (towarzyszką ową jest nader denerwująca starsza kobieta, niejaka Madame van Hooper) poznaje mężczyznę. Maxim de Winter jest bogatym wdowcem, z bajeczną posiadłością położoną na wybrzeżu Kornwalii.  Narracja w książce jest pierwszoosobowa i całą historię poznajemy z perspektywy młodej bohaterki, na której pan posiadłości w Manderley robi wielkie wrażenie. Nie zdradzę nic z fabuły, jeśli napiszę, że po niedługim czasie Maxim de Winter zyskuję nową żonę, a posiadłość w Manderley nową panią. Wszystko to brzmi jak banalne love story, prawda? Co więc czyni tę powieść tak wyjątkową i zalicza ją, nie bez przyczyny, do kanonów powieści grozy? To nikt inny jak tytułowa Rebeka, była żona Maxima. Od samego początku Rebeka jest obecna w książce, najpierw w nieśmiałych informacjach usłyszanych przez nową panią de Winter, z czasem poznajemy kolejne sekrety pięknej byłej żony Maxima i tragedii jaka rozegrała się w murach Menderley. Pióro Daphne du Maurier sprawia, że na każdej stronie powieści Rebeka pokazuje nam swoją historię, a my z niepokojem  i duszą na ramieniu odkrywamy kawałek po kawałku jej mroczne tajemnice.



BOHATEROWIE:

Rebeka - czy można stworzyć tytułową i zarazem główną postać,  jedynie ze wspomnień i opowiadań innych? Tak, a Daphne du Maurier robi to w mistrzowski sposób. To właśnie postać byłej żony Maxima tworzy ten niepowtarzalny klimat grozy. Miałam nieodparte wrażenie, że to Rebeka, a nie du Maurier jest autorką tej powieści. Znacie to uczucie, kiedy czujecie czyjąś obecność? Tak właśnie było z Rebeka, to ona oprowadzała nas po Manderley, to ona prowadziła narrację tak jak chciała, i to jej oddech czułam na karku, kiedy odkrywałam jej historię. Rebeko, wygrałaś!

Druga Pani De Winter- Ano właśnie, uwierzcie bądź nie, ale dopiero pisząc recenzję zorientowałam się, że nie znam imienia narratorki powieści! Jakim sposobem? Gdyż nigdy, nie pada ono w książce! Cały czas siedzimy w głowie młodej kobiety, poznajemy jej lęki, obawy i uczucia. Jej oczami poznajemy historię Rebeki, a nigdy nie poznajemy jej imienia. Rebeka zapewne byłaby zachwycona.


"Jakże obce były mi subtelne sposoby kusicielskie, o których czytałam w książkach - wyzwanie i pościg, sztuka stosownego fechtunku, zaczepne spojrzenie, podniecający uśmiech! Arkana prowokacji były mi nie znane."

Druga Pani De Winter, jest z początku typem bohaterki, które szczerze niezbyt lubię. Jest naiwna, zakochana po uszy w mężczyźnie, którego ledwo zna i boi się własnego cienia.

"Kiedy się ma dwadzieścia jeden lat, nie jest się zbyt odważnym. Dni pełne są drobnych tchórzostw, bezpodstawnych lęków. Tak łatwo się poczuć urażonym, tak szybko dotkniętym, tak rani każde ostrzejsze słowo. Dziś, pod osłoną pancerza obojętności i dojrzałości, drobne ukłucia zdarzające się co dnia są zaledwie lekkimi muśnięciami i szybko się o nich zapomina."

Wraz z rozwojem wydarzeń, bohaterka zmienia się, dojrzewa i nabiera ogłady. Choć nie jestem fanką takich dość głupiutkich bohaterek, historia opisywana jej oczami ma swój urok.  Oprócz tego, że kilka razy wzdychałam i wywracałam oczami nad jej poczynaniami, zdołałam ją polubić. Jest do bólu szczera, opisuje wszystko to co czuje, z czym się zmaga prosto i przez to lepiej poznajemy historię Manderley. Pomału buduje cienką nić napięcia, obsesja na punkcie zmarłej Rebeki rośnie z każdą stroną, aż do ostatnich rozdziałów, gdzie nowa Pani de Winter przeżyje z nami chwile grozy i nieoczekiwane zwroty akcji.


GROZA

Przyznam się szczerze, że jeszcze nie przeczytałam książki, która by mnie naprawdę przestraszyła. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam kryminały i thrillery, gdzie czytam o przerażających morderstwach, gwałtach i okrucieństwach i owszem jest to do głębi przerażające. Jednak to nie jest ten rodzaj strachu, który towarzyszy mi np. podczas oglądania horroru, a ja lubię się bać. "Rebeka" sprawiła, że miałam gęsią skórkę na karku, tajemnica Manderley była tak skonstruowana, że nieprzerwanie czułam niepokój i niepewność, Rebeka śledziła każdy mój krok. Daphne du Maurier w niepowtarzalny sposób stworzyła atmosferę grozy, która nie pozwala nam oderwać się, aż do ostatnich stron.






KSIĄŻKĘ POLECAM JEŚLI:

lubisz się bać
+ lubisz gotyckie klimaty
+ nie przeszkadza Ci, duch zmarłej bohaterki ;) 

KSIĄŻKI NIE POLECAM JEŚLI:

- nie lubisz się bać
- nudzą Cię nieco archaiczne powieści
- w powieściach grozy szukasz flaków, mordów i gwałtów


OCENA:
✩ ✩ ✬ ★      ★ ★
7,5/10 

OCENA KSIĄŻKOWEJ SROKI:

Okładka wydawnictwa Albatros całkiem dobrze oddaje klimat książki. Choć pomarańczowy odcień na okładce zastąpiłabym innym, może metalicznym dodatkiem. Nie pogardziłabym też akcentem z Manderley, w końcu sama ta posiadłość przyprawia o dreszcz.


PODSUMOWANIE

"Rebekę" chcę Wam gorąco polecić. Nawet teraz, kiedy myślę o zakończeniu książki jestem pod dużym wrażeniem, to było cholernie dobre! Nie wspomniałam nic o postaciach Maxima de Winter oraz dawnej służącej Rebeki - pani Danvers, bynajmniej nie dlatego, że nie są ciekawe. Sięgnijcie po "Rebekę", a sami przekonacie się co mają do zaoferowania.  Z całego serca polecam  film w reżyserii legendy kina grozy Alfreda Hitchcocka.  Czy potrzeba lepszej rekomendacji?


 Klimat tej książki, tworzy miejsce, bohaterowie i intryga, wszystko to daje naprawdę niesamowite przeżycia. Pozwólcie dwóm Panią de Winter zaprowadzić Was do tajemniczego Manderley i poznać z nimi mroczne sekrety tego miejsca i jego mieszkańców.  Nie zawiedziecie się.

A Wy macie swoje ulubione powieści grozy?
Znacie coś co potrafi solidnie przerazić i spędzić sen z powiek?

Alámenë,



Bestia 

09:33

I AM COMING BACK

I AM COMING BACK
Kochani cisza na blogu była spowodowana moją przeprowadzką:)
Wracam do Was w przyszłym tygodniu!


Alámenë,

Bestia 

22:20

PROWADŹ SWÓJ PŁUG PRZEZ KOŚCI UMARŁYCH- OLGA TOKARCZUK

PROWADŹ SWÓJ PŁUG PRZEZ KOŚCI UMARŁYCH- OLGA TOKARCZUK
"Tego najbardziej nie lubię u ludzi - zimnej ironii. To bardzo tchórzliwa postawa; wszystko można obśmiać, poniżyć, w nic się nigdy nie zaangażować, z niczym nie poczuć się związanym. Być jak impotent, który sam nigdy nie zażyje rozkoszy, ale zrobi wszystko, by obrzydzić ją innym. Zimna ironia to podstawowy oręż Urizena. Uzbrojenie niemocy. Mają przy tym ironiści zawsze jakiś światopogląd, który obnoszą tryumfalnie, choć jak im się zacznie wiercić dziurę w brzuchu i dopytywać o szczegóły, to się okaże, że składają się nań jakieś triwia i banalia. Nigdy bym się nie odważyła nazwać kogoś po prostu głupim.."




TYTUŁ: 

PROWADŹ SWÓJ PŁUG PRZEZ KOŚCI UMARŁYCH


AUTOR: 

OLGA TOKARCZUK



Olgi Tokarczuk przedstawiać nie trzeba. Muszę przyznać, że jestem zasypana przez nowości książkowe, a na mojej półce leżą jeszcze nie przeczytane skarby, które cierpliwie czekają na swoją kolej. Przyszła też pora na "Prowadź swój pług przez kości umarłych", który w skrócie nazywałam sobie "Pokotem" ;) W dużej mierze to właśnie, film który niedawno ukazał się w kinach zmotywował mnie do sięgnięcia po tę książkę, i bardzo się cieszę, że tak się stało.


FABUŁA:



        Pisząc o tej książce mam ochotę po prostu powklejać wam masę cytatów, które zaznaczyłam, polecić Wam zaparzyć herbatę, kawę czy otworzyć wino i dać Wam chwilę, żeby się nimi delektować. Fabuła, bohaterowie - mniejsza z nimi! To styl Pani Olgi, sprawia , że niektóre zdania brzmią jak małe dzieła sztuki. Wiele razy sama zatrzymywałam, się nad jednym akapitem i myślałam -O tak, idealnie napisane!


"Uważam mianowicie, że ludzka psychika powstała po to, żeby nas obronić przed zobaczeniem prawdy. Żeby nie pozwolić nam na ujrzenie mechanizmu wprost. Psychika to nasz system obronny - dba o to, żebyśmy nigdy nie pojęli tego, co nas otacza. Zajmuje się głównie filtrowaniem informacji, mimo że możliwości naszego mózgu są ogromne. Bo nie dałoby się unieść tej wiedzy. Każda najmniejsza cząstka świata składa się bowiem z cierpienia."





        Thriller moralny z kryminalną zagadką - tak opisywana jest powieść Tokarczuk i jako, że pierwszy raz spotkałam się z podobnym określeniem, pozwolę sobie przytoczyć wyjaśnienie samej autorki : główna bohaterka zadaje sobie pytanie: jak się ma zachować jednostka wobec prawa, które jest nieetyczne? Staje się ona świadkiem porażającego okrucieństwa i przemocy i zanim zacznie szukać własnych rozwiązań, próbuje wszelkich dostępnych legalnych dróg interwencji. Zachowuje się jak praworządna obywatelka troszcząca się o dobro wspólnoty, nie daje to jednak żadnego efektu. Urzędnicy i policjanci zbywają ją także dlatego, że jest tylko schorowaną starszą panią, ekscentryczką, miłośniczką astrologii i nie stoi za nią żadna siła


       Nasza historia zaczyna się od zbrodni, w zapomnianej przez Boga i ludzi części Kotliny Kłodzkiej, odnaleziono zwłoki. Należą one do Wielkiej Stopy- kłusownika nazywanego tak przez naszą bohaterkę, która na temat imion na swoją własną teorię.


"Cóż za strata inwencji- oficjalne imiona i nazwiska. Nigdy nikt ich nie pamięta, są tak oderwane od osoby i banalne, że w niczym jej nie przypominają. Na dodatek każda generacja ma swoje mody i nagle wszyscy nazywają się Małgorzata, Patryk, albo - nie daj Boże- Janina. Dlatego staram się nigdy nie używać imiona i nazwisk, lecz raczej określeń, które przychodzą do głowy samoistnie, gdy patrzymy na kogoś po raz pierwszy. (...) Uważam, że każdy z nas widzi innego Człowieka w swój własny sposób, wiec ma prawo nadać mu takie imię, jakie uważa za stosowne"

         Jest więc ciało, bez wątpienia martwe, jest dom Wielkiej Stopy w którym jak się okazuje jego martwe ciało nie jest jedynym truchłem. Wszędzie bowiem walają się szczątki upolowanych zwierząt, ot tu główka tam raciczki, niczym makabryczne części wystroju chatki. 


"Wtedy na parapecie okna, na blaszanej tacy, zobaczyłam coś, co mój mózg rozpoznał dopiero po dłuższej chwili, tak się przed tym wzbraniał : była to równo ucięta sarnia głowa. Obok niej leżały cztery nóżki. Wpółotwarte oczy musiały czujnie śledzić nasze zabiegi"

       Jak się okazuję przyczyną śmierci jest kość, która stanęła w gardle kłusownikowi, kiedy spożywał jedną z upolowanych zdobyczy. Czyżby więc role się odmieniły? Czy to możliwe, aby kłusownik tym razem stał się ofiarą? Jeśli tak to czyją? Jedyne tajemnicze ślady znajdujące się wokół jego chaty to ... odciski sarnich racic. 


"Co to za świat? Czyjeś ciało przerobione na buty, na pulpety, na parówki, na dywan przed łóżkiem, wywar z czyichś kości do picia... Buty, kanapy, torba na ramię z czyjegoś brzucha, grzanie się cudzym futrem, zjadanie czyjegoś ciała, krojenie go na kawałki i smażenie w oleju... Czy to możliwe, że naprawdę dzieje się ta makabra, to wielkie zabijanie, okrutne, beznamiętne, mechaniczne, bez żadnych wyrzutów sumienia, bez najmniejszej refleksji [...]"

        W książce mamy narracje pierwszoosobową w wykonaniu Janiny Duszejko, która po kolei prowadzi nas w głąb Kotliny Kłodzkiej i kolejnych zbrodni, których ofiarą padają miejscowi myśliwi. Wokół miejsc zbrodni, tajemnice i pytania mnożą się niczym ślady zwierząt, które bez wyjątku okraszają nowe zbrodnie. Pani Janina ma swoją własną teorię, uważa że to zwierzęta podjęły się swojej własnej vendetty przeciwko ludziom, którzy je bestialsko mordują. Postępuje jak na porządnego obywatela przystało i kieruje swoje podejrzenia do władz, pisze listy do komendy policji,odwiedza ich, lecz zawsze kończy się to zbagatelizowaniem "szurniętej starszej pani". Czy staruszka ma rację? Jeśli nie zwierzęta, to kto zabija myśliwych?

"Ciężko się rozmawia z niektórymi osobami, najczęściej męskimi. Mam pewną Teorię na ten temat. Wielu mężczyzn z wiekiem zapada na autyzm testosteronowy, który przejawia się w powolnym zaniku inteligencji społecznej i umiejętności międzyludzkiej komunikacji, a także upośledza formułowanie myśli. Zaatakowany tą Dolegliwością Człowiek staje się milczący i wydaje się pogrążony w rozmyślaniach. Bardziej interesują go różne Narzędzia i maszynerie. Pociągają go druga wojna światowa i biografie znanych ludzi, najczęściej polityków i złoczyńców. Prawie zupełnie zanika jego zdolność do czytania powieści, autyzm testosteronowy zaburza psychologiczne rozumienie postaci."


BOHATEROWIE: 

          Janina Duszejko ma około 60 lat, mieszka samotnie w domu na pustkowiu, jedynymi jej przyjaciółmi są zwierzęta - psy, sarny, dziki. Świetnie skonstruowana postać, poznajemy jej życie samotnika na odludziu. Jej małe dziwactwa i rytuały, ale przede wszystkim ogromną miłość i szacunek do natury. Historia opisana w książce to jej wielka walka z systemem, który ją ignoruje, walka o tych którzy nie mają głosu aby wypowiedzieć swoje zdanie- zwierzęta. Pokazuje nam jak można żyć z naszymi mniejszymi braćmi w zgodzie i harmonii . Czuje ona ogromny gniew i niesprawiedliwość, nienawidzi ludzi, którzy w bezsensowny i bezduszny sposób mordują zwierzęta dla własnej przyjemność, przykrywając to etykietą polowań . Nawet miejscowy proboszcz błogosławi w kościele myśliwych (sam również zalicza się do tego grona), a troskę o innych kwituje dość dosadnie.


"-Nie wolno traktować zwierząt jak ludzi. To grzech, to ludzka pycha(...)
-Niech ksiądz mi powie, co ja mam robić. Może ksiądz wie?
-Modlić się - odpowiedział.
-Za nie? 
-Za siebie. Zwierzęta nie mają duszy, nie są nieśmiertelne. Nie będą zbawione. Niech się modli za siebie."



       Jest jeszcze jedna dość istotna cecha naszej bohaterki. Interesuje się astrologią, jak możecie się domyślić nie dodaje jej to wiarygodności w jej walce przeciwko systemowi. Ja szczerze mówiąc, czasem omijałam fragmenty o wpływach planet na nasze życie, gdyż nadzwyczajnie w świecie mało mnie to interesuje. To tak jak wtedy, kiedy mój chłopak opowiada mi o autach, jasne rozumiem temat, ale nie zawsze dokładnie słucham ;) 


"Sytuacja ta powoduje, że mam, jak sądzę, syndrom Leniwej Wenus. Tak właśnie nazwałam tę Prawidłowość. Mamy wtedy do czynienia z Człowiekiem, który dostał od losu sporo, ale zupełnie nie wykorzystał swojego potencjału. Jest inteligentny i bystry, ale nie przykłada się porządnie do nauki i wykorzystuje inteligencję raczej do grania w karty i stawiania pasjansów. Ma urodę ciała, ale niszczy ją zaniedbaniem, podtruwaniem się używkami, ignorowaniem lekarzy i dentystów. Taka Wenus to dziwny rodzaj lenistwa — okazje w życiu przechodzą koło nosa, bo się zaspało, bo nie chciało się pójść, bo się spóźniło, bo się zaniedbało. To skłonność do sybarytyzmu, życia w lekkim półśnie, rozpraszanie się na drobne przyjemności, niechęć do wysiłku i zupełny brak skłonności do rywalizacji. Długie poranki, nie otwarte listy, odłożone na później sprawy, zaniechane projekty. Niechęć do każdej władzy i do podporządkowania się, milczące, leniwe chodzenie własnymi drogami. Można powiedzieć, że z takich ludzi nie ma pożytku.

      Mamy również całą masę postaci drugoplanowych, nie widzę jednak sensu ich opisywać, zostawię tę przyjemność Wam jeśli zdecydujecie się przeczytać " Prowadź swój pług przez kości umarłych".  Chciałabym jednak wspomnieć o jednym bardzo ważnym bohaterze, o naturze, o faunie i florze Kotliny Kłodzkiej. W tej książce natura żyje, walczy i próbuje pokazać jak bardzo jest ważna. 


"Wracałam okrężną drogą, było już dobrze po południu. Wtedy na skraju lasu zobaczyłam białe lisy, dwa. Szły powoli, jeden za drugim. Ich biel na tle zielonej łąki była nie z tego świata. Wyglądały jak służba dyplomatyczna z Królestwa Zwierząt, która przybyła tu na rozpatrzenie sprawy."

KSIĄŻKĘ POLECAM JEŚLI:

+ lubisz piękny język
+nie przeszkadza Ci wolne tempo w, którym rozgyrwa się akcja

+lubisz astrologię

+kochasz zwierzęta i naturę



KSIĄŻKI NIE POLECAM JEŚLI:


- nudzą Cię książki w których nie ma porywającej akcji

-samotna stara kobieta, to nie Twój ulubiony rodzaj bohatera

-oczekujesz rasowego thrillera czy kryminału, od którego nie będziesz mógł się oderwać- to książka przy której trzeba się skupić

OCENA:
✩ ✩ ✩ ★      ★ ★
7/10 

OCENA KSIĄŻKOWEJ SROKI:


         Posiadam nowe wydanie, z głową ludzko-nieludzkiego wilka. Jest dość przerażająca, ale ma w sobie coś co idealnie pasuje do klimatu książki. Poza tym zaopatrzona jest w przepiękne  (!!!) zdjęcia z filmu. 





           Ci którzy szukają mrożącego krew w żyłach thrillera mogą się rozczarować, nie ma tu również szybkiej akcji , to książka która momentami wręcz ciągnie się w ślimaczym tempie, co po części tworzy jednak ten ciężki i gęsty jak smoła klimat.  To nie jest też rasowy kryminał, jest zbrodnia, jest tajemnica, dla mnie jednak to była głównie historia o walce. O walce samotnej jednostki z systemem, z wiarą i zabobonami. O walce o tych, którzy sami walczyć nie mogą, a giną podczas bezmyślnych rozrywek , równie bezmyślnych ludzi. Olga Tokarczuk nabrała mnie, i zaskoczyła zakończeniem, jednak nie będę zdradzać czemu ;)  Do mnie ta książka trafiła, chociaż przyznaję, że momentami czytało mi się ciężko i przez brak akcji nie ciągnęło mnie, żeby do niej wracać. Dała mi jednak to czego się po niej spodziewałam, piękny język i mnóstwo przemyśleń. 

Dajcie znać czy mieliście już do czynienia z twórczością Olgi Tokarczuk? Przypadła Wam do gustu? A może to nie Wasz rodzaj literatury?

Alámenë,

Bestia 


P.S. Specjalne podziękowania dla modela Bolka, który tak ładnie pozował do zdjęcia z książką, poniekąd reprezentując bohaterów książki :) 
Copyright © 2016 Book Beast , Blogger